Możliwe, że to nie będzie powalający na kolana post, ale cóż trzeba jakoś zacząć. Odizolowanie się od świata i nagle wbrew pozorom problemy stają się łatwiejsze do przeskoczenia. Zmiana playlisty na tą z utworami doprowadzającymi do łez, prowokującymi mój mózg do dziwnych retrospekcji, smutnych i żałosnych scen z mojego życia. Ale tak lubię to ! Lubię zamknąć się w pokoju, założyć słuchawki i popłakać sobie nad moją "fascynującą" egzystencją .Nie znam osoby, która nigdy by nie miała gorszego dnia i nie ważne czy ma naście czy +20 lat, bo każdy z nas takie miewa. Mnie melancholia dopada na prawdę bardzo często, ale staram się to jak najmniej okazywać, staram ale czasami po prostu się nie da. W takich dniach nawet mała błahostka może spowodować u mnie kałuże łez. Kiedy już pogodziłam się z tym, że mam gorszy dzień nie robię NIC żeby ten dzień był lepszy, a wręcz przeciwnie próbuje sobie jeszcze bardziej "dowalić" ;) puszczając dołujące mnie piosenki, które docierają do mnie właśnie wtedy kiedy mam wszystkiego dość i najchętniej bym zniknęła. Próbuję sobie przypomnieć momenty, osoby, sytuacje które zdołują i dobiją mnie już maksymalnie. ( tak, tak dziwna jestem ). Jedyne co powoduję nie zależny ode mnie śmiech jest to moja przyjaciółka ;). Ponoć dobrze w takich dniach porozmawiać z kimś, wyżalić się , jednak ja tego bardzo nie lubię wole swoje problemy, swoje życie zostawić dla siebie. Okej. Tak więc, nie był to jakiś bardzo interesujący post, ale mam nadzieję, że jeszcze żyjcie ;)
Trzymajcie się ciepło :)
~Every time I close my eyes, it's like a dark paradise.~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz